czwartek, 19 czerwca 2014

Świat z którego trudno się wyrwać

Znacie to uczucie, kiedy jakaś książka, film czy serial totalnie Was pochłonie?
Ja znam, aż za dobrze. W dzieciństwie miałam mnóstwo takich przypadków. Wciągałam się w sagi książek co chwilę innych. Pochłaniałam je szybko sprawnie i przede wszystkim zamiast snu i czytania lektur ( Henryk Sienkiewicz, wybacz mi!). Z czasem okazało się, że są dużo łatwiejsze światy które mogą wciągać - seriale. 

I właśnie w jeden z nich zostałam ostatnio wciągnięta bez reszty. Sex w wielkim mieście (ang. Sex and the City) wciągnął mnie dosłownie i metaforycznie bez reszty. Zostałam totalnie zauroczona stylem, glamourem, niezwykłością tego świata. Nowego Yorku trochę wyższych sfer. Kto by nie był. Sukienki od Dolce&Gabbana, torebki Louis Vitton, szpilki Manolo Blahnika. Dodatkowo wszystko opakowane w schludne, niewymuszone stroje, piękne wnętrza i wyglądające tak naturalnie, że kiedy patrzysz do swojej szafy zastanawiasz się gdzie podziały się te twoje wszystkie sukienki od projektantów. 

To nie tylko to. Carrie, Miranda, Samantha i Charlotte są mimo tego wszytskiego zwyczajnymi dziewczynami które spotykając się na kawie gadają o facetach, związkach i miłości. Roztrząsają każdą sprawę, każdy mały gest, wszystko. Są takie swojskie. Bycie dziewczyną nawet niewiadomo jak twardą = roztrząsanie, over-thinking, gadanie o wszystkim po 100 razy. 

Jeśli komuś to przeszkadza , nie oglądać. Mimo, że dziewczyny normalnie pracują nie znajdziemy tam scen z sali sądowej, agencji marketingowej czy galerii sztuki ( chyba, że są bezpośrednio związane z tematem). One naprawdę gadają tylko o miłości. Aż o miłości. O jej szukaniu, znajdywaniu i traceniu. W końcu jak wiadomo, wokół tego wszystko się kręci ;)


Jeśli ktoś się wciągnie tak bardzo jak ja serdecznie polecam oczywiście wszystkie 6 sezonów ( krótkie odcinki). Dodatkowo dla kompletnych freaków obowiązkowo Carrie Diaries !!! I oczywiście oba filmy. Filmy można powiedzieć "nieco gorsze" ale to według mnie kwestia przystosowania formatu serialu do formatu filmu.

To co, dacie się skusić na nowojorską podróż? 



I moje ulubione…
yes indeed ! ( źródło: internet)

poniedziałek, 3 marca 2014

O blogu słów kilka


Hi,

Ja chyba naprawdę nie umiem prowadzić bloga. 
Dzisiaj kolejne podejście.

Jak spojrzałam na moje poprzednie wpisy, uważam, że są fajne, ale zbyt naukowe. Nie są tym o co chodziło mi w tym blogu. Myślałam na początku, że blog będzie bardziej tematyczny, ale póki co będzie bardziej życiowy. A potem zobaczymy. 

Nie będę ukrywać, szukam jak opętana swojego miejsca w sieci, gdzieś gdzie mogłabym się realizować. Gdzie interakcja z odbiorcą jest wystarczająca, zeby zaspokoić moje ego. Jednocześnie podawać moje myśli i inne równie skomplikowane rzeczy w ciekawy sposób. 

Może to przez to, ze nie mam pomysł na bloga :D 

Mam . 
Chciałabym prowadzić coś skoncentrowanego na Wielkiej Brytani/ monarchii. Ale wiem, ze do tego brakuje mi jeszcze duużo wiedzy i doświadczenia. 

Chciałabym prowadzić coś o mojej mam nadzieję, przyszłorocznej erasmusowej przygodzie, ale po pierwsze to możliwe będzie dopiero na jesieni, po drugie jeszcze oficjalnie nigdzie nie jade ;)

Tymczasem zostawiam Was z kilkoma zdjęciami z Londynu, które zawsze poprawiają mi humor i przypominają, że marzenia się spełniają ( wiem, brzmi tanio, ale to prawda ). Od razu chcę, zaznaczyć, że zdjecia są mojego autorstwa, nie były nawet tknięte programem do obróbki gdyż jestem w tym totalnie zielona. Jeśli ktoś umie i chce się zaoferować do szkolenia Anny, zapraszam :)



  Płaskie trąby w Victoria&Albert Museum.


 London Eye nocą.


  Kopuła St.Paul's Cathedral z Millenium Brigde.

Tower Brigde z Millenium Brigde.


I coś do posłuchania :

( nie da się tego tutaj ładnie wkleić )



Do następnego,
A.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Najlepiej sprzedający się towar na świecie.



Od zawsze moje zainteresowania bardzo mocno koncentrowały się na dość dziwnych, nietypowych sprawach. Intrygowały i nadal mnie itrygują rzeczy wydające się wielu ludziom po prostu banalne, proste, nic nieznaczące, takie które inni brali za pewnik. Bardzo często zastanawiam się nad rzeczami, które większośc ludzi mija i nigdy się na nie nie spogląda, w trakcie rozmowy ze (zwykle bliższymi) znajomymi często zadje na głos jakies bezsensowane na pozór pytania.Taka jestem, mimo, że zwykle nie dostaję na te pytania odpowiedzi nie przejmuję się tym szczególnie, chwilę zastanawiam się nad tą sprawą, a potem wmieszana w świat zapominam o tym.

Ale wracając do początku. Jedną z rzeczy które zawsze mnie ciekawiły są... święta i nie chodzi tutaj o takie święta o których wypowiadałam się w ostatnim poście, ale takie trochę głupie bezsensowne święta które zaznaczone są w niektórych kalendarzach i atakują w internecie. Typu "dzień całowania ", " dzień tyłka", "dzień całowania w usta", "dzień trzymania za rękę", "dzień tira", "dzień włókniarza", chociaż najczęściej w socialmediach i na portalach typu "wiedza bezużyteczna" nagłaśniane są właśnie te "miłosno-zalotne" święta.


Miłość poprostu dobrze się sprzedaje, co jest oczywiste i co wiemy od zawsze, bo atakuje nas to z każdego kąta świata począwszy od piosenek gdzie obowiązkowo musi być jakiś problem miłosny, kiedy słuchamy porannego programu radiowego. Potem wchodzimy do tramwaju - plakat z parą reklamujący cośtam, wchodzimy w internet "Spraw wyjątkowy prezent swojej drugiej połówce", panie w kolejce do kasy rozmawiają o miłostkach bratowych, synowych, cioć, babć, córek, wnucząt i kota sąsiadki. No i nieśmiertelne komedie romatyczne, zresztą nie tylko one. Ja jestem zawiedziona jak w oglądamym przeze mnie filmie czy serialu nie ma motywu romansowego, producenci mnie do tego za bardzo przyzwyczaili.
Wczuwanie się w rolę czekającej na telefon dziewczyny, czy zwykłej romansującej pary zawsze daje dużo frajdy, zabawy pobudza uczuciowo, sprawia, ze jakoś bardziej martwimy się o losy tych bohaterów, których owa miłość czy poprostu w wielu przypadkach sex uczłowiecza.

Sprzedawanie miłości sprawdza się zawsze, totalnie zawsze.

 Czasem tylko sprawia ból, co może potwierdzić każdy kto choć raz miał złamane serce, lub poprostu cierpiał z powodów uczuciowych. Ale chwyt polega na tym, że wówczas miłość sprzedaje się jeszcze bardziej. Wywołując w nas niechęć, obrzyd, cierpienie. Bardziej przykuwa, to co chcą nam sprzedać, zostaje zapamiętane jeszcze bardziej. Wówczas to normalne, że każda smutna piosenka jets napisana jakby o nas, totalnie się z nią utożsamiamy. Ja miałam tak kilka lat temu z zespołem The Do, odkrywając kolejne ich piosenki sama przechodziłam przez kolejne etapy licealnej miłości, a może tylko zauroczenia? Początkowo zespół wydawał mi się genialny, cudowny, taki optymistyczny. Potem jak wszystko zaczęło się walić nagle odkryłam smutne piosenki, katowałam i męczyłam się nimi, bo przeciez były takie prawdziwe. Ale teraz pamiętam każdy tekst, każdą nutkę całej płyty The Do. Jej muzyczne boźce oddziaływały na mnie jakieś setki razy mocnej, niż w stanie radości. Dzisiaj nie słucham The Do. Mimo, ze minęły ponad 3 lata nadal słuchanie tych piosenek sprawia mi ból. Moje ówczesne uczucia zakotwiczyłam w tej muzyce. Nie wiem czy sama sobie nie przeczę. Ale wydaje mi się, że chodzi mi o to, że miłość sprzedaje się tak dobrze ze względu na jej silną moc i to, że uczucia które wywołuje są nie do zbagatelizowania.

Dzisiaj jak podaje wiedzabezużyteczna.pl jest dzień przytlania. Co od razu kiedy o tym przeczytałam skojarzyło mi się z kategorią świąt "miłosno-całuśnych". Bo przecież zwykle obok przytulenia pojawia się fraza "ukochana osoba" "bliskość", "pocałunek", "chłopak", "dziewczyna". Ale czym tak naprawdę jest przytulenie? Czy istotą przytulenia nie jest brak poczucia samotności, wsparcie, takie niesamowite ciepło i ulga kiedy uścisk jest szczery? Ile razy słyszeliśmy, że przytualnie wyzwala endorfiny, często przytulany człowiek żyje dłużej, bo przytualanie obniża stres, a pary które się więcej przytulają dłużej ze sobą są? Myślę, że chodzi tu o to czego każdy człowiek w głębi serca pragniec czyli poczucie bezpieczeństwa i wsparcie, żeby nie czuć się samotnym. Nie mówie, że to nie są wytarte frazy. Są. Ale nie zawsze musimy zakładać, że te wszystkie komponety otrzymamy właśnie od TEJ osoby. Taki właśnie obraz podsuwa nam łatwo sprzedawana miłość ( między partnerami). A nie zapominajmy o przyjaciołach, rodzinie, rozejrzmy się dookoła i zobaczymy ile mamy super ludzi w naszym życiu. Sprawdź swój telefon i facebooka. Zajrzyj do pokoju obok. Jeśli czujesz, że walentynkowa smuta Cię otacza i stale utrzymujesz, że nie zauważasz tego święta może jest to super okazja, żeby zdać sobie sprawę z tego, że masz wokół siebie wspaniałych ludzi i z nimi spędzić ten dzień :) I nie porzegaj tego jako koło ratunkowe singla. Czy mammy oficjalny dzień przyjaciela? Nie. Więc czas pomyśleć o nich 14 lutego.

Przytulenia z okazji dnia przytulania

A.